Druga walizka doleciała
Posted by admin on August 26th, 2008 filed in ogolneComment now »
Wczoraj wieczorem po przyjezdzie do Wroclawia pojechalem na lotnisko, bo dostalem cynk, ze moj bagaz dolecial. I rzeczywiscie - dolecial caly i zdrowy
Zawartosc sie zgadza, wszystko w porzadku, tylko dziwi mnie to, ze wszelkie plyny jakie mialem - czy to pasta do zebow, czy sos w butelce, szampon, nawet tequila, ktora tam kupilem - kazda butelka lekko przeciekala, a te ktore mialy plastikowe nakretki byly jakby przeciete. Pasta do zebow byla cala przecieta i wybebeszona. WTF??? Na poczatku myslalem, ze moze sprawdzali zawartosc tych butelek/itp. ale niektore z nich byly zapakowane oryginalnie w papier i tez mialy podziurawione i przeciete nakretki. Hmmm… Czyzby wysokie cisnienie je rozwalilo? Temperatura? A moze ingerencja UFO? The truth is out there…
Powrot do domu
Posted by admin on August 25th, 2008 filed in ogolne1 Comment »
Strefa czasowa: GMT -5
Sobota, 23 sierpnia.
6:00 - Pobudka.
7:00 - Śniadanie.
8:30 - Wyjazd na lotnisko w Minneapolis.
9:50 - Przyjazd na lotnisko, odprawa bagazowa.
Pani na lotnisku stwierdzila, ze skoro lece przez Londyn do Berlina to musze miec wize tranzytowa przez Anglie (sic!). Tlumaczylismy jej, ze Polska jest w UE i nie potrzeba zadnych wiz, ale nie dawala za wygrana. W koncu skonsultowala to z jakas madrzejsza od siebie osoba i okazalo sie, ze jednak wizy nie potrzebuje
10:40 - Pożegnanie i przejście przez bramki.
11:00 - Szok: Lot nr CO2911 opóźniony o 60 minut!!!
Szybko przejrzalem moj rozklad jazdy i z niego wynikalo, ze jesli bym lecial godzine pozniej to nie zdazylbym sie przesiasc w Nowym Jorku na lot do Londynu. Burza mysli. Co robic? Pomyslalem sobie - ok, bedzie co ma byc. Poczekam spokojnie na dalszy rozwoj sytuacji…
13:30 - “Pasendżer Moskołiak plis kom tu gejt i najn”
Moskołiak? Yyy… to chyba ja
Poszedlem szybko do bramy E9. Pani oswiadczyla mi, ze lecac z opoznieniem nie zdaze sie przesiasc i dlatego musza zmienic moj rozklad lotow. Ok. Linie lotnicze zmienili mi z Continental na Northwest, a trase na Minneapolis - Detroit - London zamiast Minneapolis - New York - London. Pani zadzwonila do ludzia zajmujacego sie bagazami, zeby odnalazl moje torby i skierowal je do wlasciwego samolotu. Natomiast ja zostalem poinstruowany zeby biegiem udac sie na drugi koniec lotniska, bo moj samolot niebawem startuje.
14:15 - Wylot do Detroit.
17:10 - Przylot do Detroit i biegiem do bramy A66.
18:10 - Wylot do Londynu.
Podroz byla dluga, ale dosyc komfortowa. Lecialem najwiekszym samolotem pasazerskim jaki istnieje - Airbus 330. Nie moglem zasnac, wiec po drodze obejrzalem 3 filmy: “88 minut”, “What happened in Vegas” i po raz setny “Matrixa”. I tutaj ciekawostka. Poniewaz “Matrixa” znam prawie na pamiec to zauwazylem, ze filmy w samolocie sa edytowane (cenzurowane) pod wzgledem tresci. Oto przyklady:
Dialog oryginalny:
I’m just doing my job. You give me that “juris-my-dick-tion” crap… you can cram it up your ass.
Dialog zmieniony:
I’m just doing my job. You give me that outside your delivery area crap, you can cram it up your rear end.
Dialog oryginalny:
You are my own personal Jesus Christ.
Dialog zmieniony:
You are my own personal jeweller.
Ale najlepsze co mnie zwalilo z nog to jak Neo sie zerwal z lozka i zobaczyl, ze jest spozniony do pracy. W oryginale powiedzial “Oh shit!” a tutaj bylo “Oh shiut!”. Wyobrazacie sobie goscia, ktory budzi sie spozniony do pracy i krzyczy “O cholercia!”? Ja nie bardzo
Strefa czasowa: GMT +1
Niedziela, 24 sierpnia.
6:30 - Przylot do Londynu i czekanie 30 minut w samolocie na zwolnienie sie bramy.
Wysiadlem z samolotu o 7:00, lot mialem o 8:55 wiec wydawalo sie, ze mam duzo czasu. Lotnisko okazalo sie naprawde duze. Najpierw musialem podjechac autobusem do Terminalu 5. Potem schodami ruchomymi dostalem sie na drugie pietro gdzie ustawilem sie w kolejce po odbior karty pokladowej. O 8:00 ruszylem do check-in - ludzi jak mrowek. Na bramce zapalila sie czerwona lampka wiec mialem nieprzyjemnosc bycia macanym
O 8:18 zalozylem buty, zabralem swoje rzeczy i ruszylem w poszukiwaniu mojej bramy - B44. Spojrzalem szybko na karte pokladowa - samolot zamykany jest o 8:35, wiec mialem niewiele ponad 15 minut. Ok - biegiem za strzalkami do bram B. Dotarlem do jakiegos znaku i szok - informacja, ze potrzeba minimum 15 minut zeby dostac sie do bramek B - i to jeszcze jadac kolejka elektryczna. Szybki look na zegarek - 8:21 (wiec 14 minut do zamkniecia bramy). Biegiem za strzalkami, wsiadam do kolejki i jade. Dojechalem do B. Teraz sprint do B44. Godzina 8:35 - z jezykiem na brodzie: “Good morning!”
Uff…
8:55 - Lece do Berlina.
Strefa czasowa: GMT +2
12:00 - Przylot do Berlina.
Po kontroli paszportowej poszedlem na karuzele i cierpliwie czekalem na moje bagaze. Na tyle cierpliwie, ze wyszedlem stamtad ostatni i do tego z pustymi rekami. Tak myslalem - zgubili moje bagaze. Nie dziwilo mnie to, natomiast zdziwilem sie, ze nie bylo zadnej kontroli celnej ani w Londynie ani w Berlinie. Tak wiec moj bagaz podreczny z zawartoscia za prawie 4000$ przeszedl bez zadnego cla i VATu
Zglosilem zaginiecie bagazy. Pani wstukala numery moich toreb i oswiadczyla, ze zostaly one w Detroit. No coz… Dostalem potwierdzenie zlozenia reklamacji wraz z numerem do sledzenia bagazy w Internecie. Maja przyleciec do Wroclawia a potem do mnie do domu.
Poniedzialek, 25 sierpnia.
10:15 - Przyjechal jeden z moich bagazy
Zawartosc nietknieta. W torbie mala dziura od przetarcia, ale da sie to zalatac. Drugi bagaz przylecial wczoraj do Amsterdamu, potem do Berlina. Dzisiaj leci do Monachium a z Monachium do Wroclawia. Jesli wszystko pojdzie zgodnie z planem to jutro powinienem dostac druga walizke ![]()
Pora wracac
Posted by admin on August 22nd, 2008 filed in ogolneComment now »
Ponad 3 tygodnie beztroskich wakacji dobiegaja konca i pora wrocic do szarej codziennosci
Jutro (23.08) o 13:30 wylatuje z Minneapolis do Nowego Jorku, z Nowego Jorku do Londynu, z Londynu do Berlina, a z Berlina samochodem do Boleslawca. Fajnie bylo… ale sie skonczylo
Dzisiaj na “do widzenia” postrzelalem sobie troche z kuszy. Naciag ok. 75kg, a po pociagnieciu za spust strzala leci z predkoscia 120m/s
Na trzy oddane strzaly - jeden byl celny - w sam srodek
I to byl moj pierwszy strzal
Polski kubek
Posted by admin on August 22nd, 2008 filed in ogolneComment now »
Nie od dzisiaj wiadomo, ze w USA popularne sa kawaly o Polakach. Podobnie jak my wymyslamy i opowiadamy dowcipy o Ruskich / blondynkach, tak Amerykanie opowiadaja kawaly o nas. W tych dowcipach Polak to taki niedouczony cwiercinteligent. Czytalem pare z nich i niektore sa naprawde smieszne, ale trzeba sie troche zdystansowac zeby nie poczuc sie urazonym
Mozna tutaj kupic rozne gadzety rzekomo sprowadzone z Polski. Jednym z nich jest “Polski kubek” (Polish Mug).
Na pozor niczym nie rozni sie od zwyklego kubka…
…ale przyjrzyjmy sie troszke blizej…
…i glebiej…
Wawaweewa! It’s a very nice! I like! ![]()
- Dlaszego ty wrasasz do Polsky?…
Posted by admin on August 21st, 2008 filed in ogolne2 Comments »
…Przeciesz dolar nie ma teras wartoscy. Zarobilesz tutaj dolary i chcesz wrasac?
- Ale ja nie pracowalem tutaj, jestem tu na wakacjach.
- Co? Nie prasowales?
- Nie pracowalem.
- Co z ciebie za Polak, ze nie przyjechales tutaj prasowac? Szyscy tu przyjezdzaja prasowac!
Taka rozmowe dzisiaj odbylem z Czeslawem Rogiem - 80-letnim dziadkiem z Minneapolis, ktory zajmuje sie wydawaniem gazetki polonijnej i przyjmowaniem przesylek dla PolAmeru (wysylalismy dzisiaj paczke do Polski). Bardzo sie zdziwil, ze nie przyjechalem do Hameryki pracowac, tylko w celach turystycznych
No coz, czasy sie zmienily i znany z piosenki Kukiza “portfel caly wypchany dolarami” wiezie sie obecnie do USA a nie z powrotem
American way of feeding dog ;)
Posted by admin on August 21st, 2008 filed in ogolneComment now »
czyli amerykanski sposob karmienia psa:
A tutaj amerykanskie usprawiedliwienie picia alkoholu:
Koszulka z napisem: “Watroba jest zla, musi byc ukarana”
American Dream:
“Moi rodzice mowili, ze moge byc kim zechce, wiec zostalem dupkiem”.
Wspomnienia z Conch Republic
Posted by admin on August 20th, 2008 filed in ogolne1 Comment »
Obiecalem, ze napisze cos wiecej o moim pobycie w Key West…
Klimat subtropikalny, temperatura w cieniu ok. 90-94F (czyli ok. 33-36 stopni Celsjusza), palmy, kury biegajace po ulicach - witamy w Key West
Motto mieszkancow to “One Human Family”.
Dolecialem na miejsce w niedziele - 10 sierpnia. Pierwsze zdziwko przezylem po odebraniu bagazu. Zabezpieczylem go metalowa klodka, zeby nikt mi w nim nie grzebal. Klodki nie bylo, a w jej miejsce ktos zalozyl plastkikowy zacisk. WTF? Po otwarciu bagazu znalazlem kartke z przyklejona klodka i wytlumaczeniem, ze moj bagaz podejrzanie wygladal wiec otworzyli go i przeszukali
Z lotniska wskoczylem prosto do taksowki, ktora zawiozla mnie na Petronia Street do Caribbean House - miejsca mojego spoczynku
Po drodze ucialem sobie pogawedke z taksowkarzem, ktory jak dowiedzial sie, ze jestem z Polski, powiedzial, ze zna jedno zdanie po polsku: “jestes bardzo piekna”.
To samo zdanie bardzo dobrze znal Brazylijczyk Luis, ktory pracowal ze mna w PGS. Tzn. pracowal w ten sposob, ze bajerowal laski na MSN i Skype zamiast robic to co do niego nalezalo
Gdy dotarlem na miejsce nikogo nie bylo w recepcji, a na drzwiach wisiala koperta z napisem “KRZYSZTOF”. W srodku byl krotki list do mnie + klucz do pokoju. Wszedlem do pokoju, rozpakowalem sie, rozebralem do samych gaci i wylozylem na lozku puszczajac klimatyzacje na maxa wprost na siebie. Uffff……..
Jak sie okazalo na drugi dzien - wcale nie takie “Ufff”. Dlaczego? Ano dlatego, ze obudzilem sie z bolem gardla. Szybko pobieglem do sklepu kupic jakis specyfik, ktory by mnie wykurowal. Zakupilem jakis syrop przeciwko przeziebieniu i grypie. Po wypiciu calej butli (nie na raz - przez 2 dni) nie bylo zadnych pozytywnych efektow. W srode kupilem jakies tabletki, krople do nosa - rowniez nic nie daly.
W miedzyczasie spacerowalem uliczkami Key West podziwiajac stare drewniane domki, jadlem lokalne specjaly - m.in. krewetki, homary, kurczak po jamajsku, key lime pie (ciasto z limonek rosnacych w key), itd…
We wtorek, srode i czwartek mialem wykupione 3 wycieczki wglab oceanu.
Pierwsza z nich to 3,5h wycieczka katamaranem Caribbean Spirit do Marine Sanctuary - zywej rafy koralowej. Po dotarciu na miejsce przez ok. 1,5h mozna bylo nurkowac i podziwiac rafe, kolorowe rybki i inne ciekawe stworzenia
Fajne miny mieli ludzie kiedy wyjalem swoje Gary 3000 - 94cm pletwy
Zalozylem kamizelke i pas balastowy z 3kg balastu. Juz mialem wchodzic do wody kiedy zhaltowal mnie jeden koles z ekipy i powiedzial, ze nie wolno isc do wody z pasem, bo jesli cos sie stanie to oni nie beda w stanie mnie wyciagnac. Nie chcialem sie z nim klocic wiec poslusznie zostawilem pas na lodzi. Potem przez poltorej godziny podziwialem podwodne zycie
W srode na pokladzie Dolphin Cat najpierw poplynelismy obserwowac delfiny na wolnosci a potem snorkowac na rafie. Tym razem pasa juz nie bralem bo wiedzialem, ze bede go znow dzwigal na darmo. Mimo to bylo bardzo fajnie. Widzialem ryby, plaszczki, kraby… Jedna z ciekawszych ryb jakie widzialem byla barracuda. Dua ryba z ostrymi zebami. Jak ja zobaczylem to natychmiast zanurkowalem zeby ja dogonic i pstryknac fotke. Potem zobaczylem 4 takie ryby plynace w moim kierunku (inne rybki w tym czasie uciekaly przed nimi). Bylo spoko, dopiero wczoraj dowiedzialem sie, ze barracuda jest bardzo grozna dla czlowieka - prawie jak rekin
W czwartek byla moja najdluzsza podroz - wyprawa katamaranem Fast Cat do Fort Jefferson polozonym w archipelagu Dry Tortugas (ok. 70 mil od Key West). Fort Jefferson to nigdy nie skonczona baza militarna, sluzaca do obrony poludniowo-wschodnich wybrzezy USA. Dry Tortugas to park narodowy, nazwany tak przez hiszpanskiego odkrywce Ponce De Leon’a. Dry to po angielsku “suchy”, Tortugas po hiszpansku oznacza zolwie. Wyspy zawdzieczaja ta nazwe po pierwsze tym, ze jest tam sucho - nie ma w ogole slodkiej wody, oraz duzym morskim zolwiom, ktore zamieszkiwaly te tereny. Po zolwiach zostalo niestety tylko wspomnienie, a mialem nadzieje zobaczyc jakiegos na zywo :/ Tak samo ptaki - z tego co czytalem przed wyjazdem to zyje tam mnostwo gatunkow dzikich ptakow - nie widzialem ani jednego
Oszukali mnie! Banda zlodziei, decydentow, takich jak tu chodza!
Po zwiedzeniu fortu zostaly ok. 2 godziny na nurkowanie. Skorzystalem z okazji, ze na tej wycieczce bylo ok. 100 osob i przemycilem moj pas balastowy. Wreszcie moglem naprawde zanurkowac, zaczaic sie na dnie i nie martwic sie o to, ze wypornosc ciagnie mnie na powierzchnie
Widzialem tam tez duzo barracud i tez za nimi ganialem jak debil, nie wiedzac co mi grozi
Poza tymi trzema wypadami niestety nie nurkowalem, bo… bylem bardzo chory. Bol gardla przemienil sie w katar, a katar w goraczke i zapalenie zatok. Dotrwalem jakos do piatku ale bylo coraz gorzej. Wygladalem jak chodzacy trup, wiec postanowilem poszukac jakiegos szpitala / lekarza / znachora / etc. Po 2 godzinach chodzenia po Key West zabladzilem. Kiedy w koncu zorientowalem sie gdzie jestem, obralem jeden kierunek i powoli zblizalem sie do swego legowiska. Po drodze patrze - “O! Szpital!”, po chwili jednak mina mi zrzedla gdy zorientowalem sie, ze to nie szpital tylko “Moped Hospital”, czyli centrum naprawy motorowerow
No nic, zrezygnowany przeszedlem przez ulice i moim oczom ukazal sie “Truman Medical Center”. Alleluja!
Wszedlem do srodka, zapytalem o koszt wizyty i zapisalem sie w kolejke. W sumie cala zabawa kosztowala mnie ponad 150 zielonych (110$ - wizyta, 40$ - antybiotyk), nie liczac kilkudziesieciu bucksow, ktore wydalem wczesniej na placebo sprzedawane jako leki bez recepty
W sumie dopiero po zazyciu drugiej dawki antybiotyku (czyli w sobote, dzien przed wyjazdem z Key West) odzylem, ale wtedy niestety trzeba bylo sie juz zbierac. Tak czy siak - ja tam jeszcze wroce
Z ciekawostek, ktore widzialem w Key West:
Shipwreck Museum - muzeum zlomiarzy, ktorzy dorobili sie niezlej kasy w czasie kiedy w Key West nie bylo latarni morskiej i statki rozbijaly sie w poblizu
Believe it or not! - (ang. uwierz lub nie) muzeum zalozone przez podroznika Roberta Ripleya, zebral w nim same dziwne i niewiarygodne eksponaty, zdjecia i filmy. Np. byl tam film z facetem, ktory potrafil obrocic glowe o 180 stopni i popatrzyc sie na swoj wlasny tylek
Pirate Soul Museum - muzeum piratow, ponoc jedyne muzeum, ktore zawiera prawdziwe eksponaty, skarby, mapy nalezace do prawdziwych piratow z Karaibow (np. Czarnobrodego, Billy Kidd’a).
Ernest Hemingway House - dom Ernesta Hemingwaya, ktorym zyl przez kilka lat i popelnil tam kilka swoich znanych powiesci (m.in. “Pozegnanie z bronia” i “Sniegi Kilimandzaro”). W domu Ernesta Hemingwaya do dzis zyje 49 potomkow jego kotow
Bullet in your head ;)
Posted by admin on August 18th, 2008 filed in ogolne6 Comments »
Dzisiaj wieczorem po kolacji (czyli bigosie z niedzwiedzia:P) zeszlismy do piwnicy robic kule. Tak jest - kule
Zrobienie kul wlasnorecznie jest kilkakrotnie tansze niz kupienie gotowych.
“Produkcja” kuli przebiega w kilku etapach:
- Wciskanie primera (zapalnika) do luski.
- Wsypywanie prochu do luski - w tym przypadku ok. 160 grains (gran = 1/7000 funta).
- Wlozenie olowianej kulki.
- Zacisniecie w specjalnej prasce.
Zrobilismy 100 kul, czyli starczy na jedno polowanie na niedzwiedzia
Hehe… Kulek oczywiscie starczy na dluuugooo, i jak szczescie dopisze to jeden niedzwiedz i dwie sarny zostana ustrzelone
Z duzej chmury maly deszcz
Posted by admin on August 18th, 2008 filed in ogolneComment now »
W niedziele o 8:00 rano ogloszono w Key West i calym Florida Keys obowiazkowa ewakuacje turystow. Moj lot byl o 17:21, wiec mialem jeszcze troche czasu, zeby przejsc sie ulicami Key West. Ludzi bylo bardzo malo, co chwile padal deszcz, wlasciciele sklepow zabijali deskami witryny, czesc sklepow i restauracji byla zamknieta. Wszyscy przygotowywali sie na najgorsze…
Jedzac lunch w barze slyszalem grupke Polakow, ktorzy dopiero co przyjechali do Key West i dziwili sie czemu wszyscy boja sie jakiejs tam burzy
Widocznie nie wiedzieli co moze ich czekac. Udalo mi sie stamtad wyleciec i bezpiecznie dotarlem do Miami, a potem do Minneapolis.
Dzisiaj okolo poludnia w Keys mial sie wydarzyc Armageddon. Na szczescie huraganu nie bylo, tylko burza tropikalna o sile 8-9 w skali Beauforta - czyli mniej niz to co przezylem na Mazurach rok temu (wtedy bylo 13B na srodku jeziora Talty)
Fay teraz wedruje przez Zatoke Meksykanska i tam moze sie nieco wzmocnic. Moze z niego powstac huragan tropikalny 1 stopnia i wtedy moze byc nieciekawie. Na szczescie mnie juz tam nie ma, choc bardzo zaluje, bo w Key West jest prawie jak w raju (z tym, ze goraco jak w piekle)
A oto filmik nagrany przez mieszkanca Key West:
Jak Kuba Bogu…
Posted by admin on August 17th, 2008 filed in ogolne2 Comments »
…tak Bog Kubanczykom
Jestem juz 6 dzien w Key West - miejscowosci polozonej zaledwie 90 mil od stolicy Kuby - Havany. Czuc tutaj kubanski klimat. Co kilka krokow sa sklepiki z recznie zwijanymi kubanskimi cygarami i slychac z nich kubanska muzyke
Lotnisko, na ktorym ostatecznie wyladowalem nazywa sie Key West International Airport, a wielkoscia przypomina bardziej dworzec PKP w Boleslawcu
Nad wejsciem do lotniska wisi napis: “Welcome to Conch Republic”. Conchs (konks) - tak na siebie mowia tubylcy. Kiedys chcieli autonomii i byc niezalezni od Stanow Zjednoczonych. Po burzliwych walkach ostatecznie sa czescia USA i to chyba z korzyscia dla nich
Miasteczko jest bardzo male, ma zaledwie 4 na 8 km. Same drewniane domki, mnostwo palm i… biegajace po ulicach kury. Pelno ich jest! Nawet jak bylem na obiedzie w restauracji Blue Heaven to miedzy stolikami lazily sobie kury i koguty
Mieszkam w czesci zwanej Bahama Village, jest to dzielnica czarnych, ale taksowkarz powiedzial mi, zebym sie niczego nie obawial. Nie jest to latwe bo jak wracam do pokoju to zawsze mijam grupe ok. 10 osob, krzyczacych do siebie “jou madafaka”
Na szczescie jest tez duzo policji, widzialem juz kilka interwencji :]
Jest goraco. Serio. Jest masakrycznie goraco. Nawet wieczorem jak otwieram drzwi mojego pokoju to czuc uderzenie goracego powietrza. Poza tym jest bardzo duza wilgotnosc powietrza i duszno, bardzo duszno. Bez butelki wody lepiej nie wychodzic zbyt daleko.
Na razie tyle, napisze wiecej jak wroce do Maple Lake, bo tutaj w kafejkach internetowych kroja jak sie da - 20 centow za minute
Wylatuje jutro po 17:00, wiec powinienem zdazyc przed huraganem Fay, ktory nadciaga znad tropikow. W telewizji od kilku dni trabia o tym, ze nalezy zrobic zakupy na co najmniej 3 dni zycia, bo moze sie zdarzyc, ze przez 3 dni nie bedzie elektrycznosci, wody pitnej. Tak wiec ludzie kupuja zapas wody, baterie, jedzenie.
.. uff… dobrze, ze stad znikam przed uderzeniem
Na koniec pare fotek:
I filmiki:
Maly update posta:



































